Właśnie przed chwilą skończyłam czytać "Światło, które utraciliśmy". Z racji tego, że moją miłością są horrory, thrillery i kryminały "Światło..." było dla mnie odskocznią od mrocznych książek z zagadkami. Czasem, po przeczytaniu jakiegoś strasznego horroru bądź thrillera mam ochotę przeczytać książkę, która mnie odstresuje. Sięgam wtedy po romans lub książkę obyczajową. Tak samo było z pozycją Jill Santopolo. Jeśli chodzi o autorkę, to całe swoje życie poświęciła ona książkom. Jest wykładowcą akademickim oraz dyrektorem wydawniczym na stałe mieszkającym w Nowym Jorku. Fabuła książki zaczyna się 11 września 2001 roku, kiedy Lucy i Gabe poznają się zaraz po zamachu na World Trade Center. W obliczu tragedii uświadamiają sobie, jak wiele znaczy ich życie i cieszą się z małych rzeczy. W ten właśnie dzień całują się po raz pierwszy. Jest to jednak nic nieznaczący pocałunek, ponieważ Gabe wraca do swojej byłej dziewczyny. Życie Gabe'a i Lucy toczy...